Nasz ogród botaniczny :)

Nasz ogród botaniczny :)

Postprzez Ania » środa, 7 kwietnia 2010, 15:59

System L5K

Lemek - MG
Gary - Krab (wielki, bitny i półgłówek :P)
Tęcza - Krab, ale bardziej rozgarnięty
Jankoś - Żuraw
Nemron - Feniks
Ania - Lwica.


Żuraw, Feniks i Lwica wędrują wraz z dużym orszakiem przez ziemie Feniksów. Trakt w środku lasu, nagle z dziczy dochodzą do nich dziwne odgłosy, jakby walki, mordowania...
Rozważania Lwicy:
- Jakaś dzika zwierzyna...albo Kraby...
(oczywiście, to były Kraby :D)


Cała drużyna (już z Krabami) znalazła się w miejscu przeznaczenia - zamku daymio klanu Feniksa. Tęcza, jako bardziej cywilizowany z krabów poucza Garego jak należy się zachowywać w gościnie. Ten ostatni skarży się na brak kobiet do "towarzystwa", na co Tęcza oznajmia:
- Jutro załatwię Ci to czego chcesz
- No nie pierdol, że mi tu trolla przyprowadzisz - zdziwił się Gary.

Dalsza rozmowa Krabów, tym razem przy służących, które coraz bardziej przerażone słuchają, jak jeden Krab tłumaczy drugiemu, że te panie nie służą do zabawy, że one go rozbiorą, ale on ich nie może, itp...
Komentarz Jankosia:
- Mówię, że za niedługo zaczną zestawy żyletek tym służącym dostarczać, żeby skrócić cierpienie.
- Tak właśnie narodziło się emo - dodał Nemron
Avatar użytkownika
Ania
Zjadł talerz
 
Posty: 184
Dołączył(a): wtorek, 6 kwietnia 2010, 17:13
Lokalizacja: Łódź/Katowice

Re: nasz ogród botaniczny :)

Postprzez Ania » środa, 7 kwietnia 2010, 15:59

System Monastyr

Jankoś - MG
Lemek - Płk. Bożywoj Zaplikowski, Agaryjczyk
Ania - kpt. Katarzyna Zaplikowska, Agaryjka
Nemron - Jose Salvador Garcia Fernandez, Inkwizytor Karyjski, biskup i co tam jeszcze...
Tęcza - kpt. Brian Norfol, Ragadańczyk


Kapitan Norfolk dołączył do naszej drużyny tuż przed zasadzką elfów. Wrogów była przeważająca ilość, więc w końcu poddaliśmy się się ( zabijając wcześniej paru elfów :)). Mocodawcy elfów potrzebowali nas całych i zdrowych, więc nie zabito nas, co więcej - sprawili, że Katarzyna odzyskała odciętą dłoń i pozbyła się wszystkich blizn.
Cała nasza czwórka została jakiś czas później za pomocą magii wysłana gdzieś pomiędzy ziemią i piekłem, w miejsce gdzie są wysyłani magowie na wieczne potępienie, czy coś w tym rodzaju...
Nikt za bardzo nie wie, gdzie jesteśmy, jak się stąd wydostać, gdzie mamy iść i co się w ogóle dzieje. Bożywoj bierze na siebie obowiązki dowódcy, wygłasza do drużyny "motywującą" przemowę, którą kończy słowami:
- Choćbym miał na chuju stanąć, wyjdziemy stąd!! Zrozumiano?! - prawie krzyknął
- Nie chciałbym widzieć jak stajesz na chuju, szanowny Bożywoju - ze spokojem odpowiedział Brian.


Pierwsza noc w nowym świecie. Brian z Inkim trzymają wartę. Nagle zauważają w ciemności jarzące się na czerwono ślepia, gdzieś na wysokości dwóch metrów.
- Budzę Kaśkę - deklaruje Brian.
- Masz branie - dowcipny komentarz Jankosia
- Wow, dwie ręce i od razu jakiś ruch w interesie - odpowiedź Katarzyny.

Wędrujemy już jakiś czas, po drodze wspominając wcześniejsze przygody. Brian przysłuchuje się temu, po czym stwierdza:
- Ta kompanija coraz bardziej mi imponuje.
- To źle. - z właściwym sobie optymizmem w głosie komentuje Bożywoj
Avatar użytkownika
Ania
Zjadł talerz
 
Posty: 184
Dołączył(a): wtorek, 6 kwietnia 2010, 17:13
Lokalizacja: Łódź/Katowice

Re: nasz ogród botaniczny :)

Postprzez Jankoś » czwartek, 8 kwietnia 2010, 11:22

System Monastyr

Jankoś - MG
Lemek - Bożywoj Zaplikowski,oficer agaryjski
Ania - Katarzynma Zaplikowska(siostra Bożyowoja) oficer agaryjski
Mafefka - Szept, zwiadowca ,ragadanka
Nemron - Hose, Inkwizytor karyjski


1.Historia naszego Monastyru potoczyła się bardzo odmiennym torem niż podręcznikowa. Nie wdając się0 w szczegóły , była wielka wojna, Matra jest okupowana przez Kord ,a Agaria zajęta przez siły Valdoru. Wielu agaryjczyków służy jako najemnicy w armii Kordu. Bożywoj chce ich zebrać pod swoją komendę aby wrócić do Agarii i wesprzeć partyzantkę. Zamierza jeździć po okupowanej Matrze i nawoływać do dezercji. Drużyna po długich perswazjach sprawia ,że zaczyna zastanawiać się nad sensem swojego planu:
-Przemyślałem to i doszedłem do wniosku, że stawanie przed każdą wioską i miasteczkiem z własnym transparentem jest niebezpieczne nie tylko dla mnie ,ale i całego oddziału
-To co głupszego wymyśliłeś w zamian ?- pyta z niewinną miną jego siostra.

2.Szept i Bożywoj pokłócili się bo zwiadowczyni postrzeliła młodego zwiadowcę ,którego miała szkolić na polecenie Bożywoja. Zrobiła to świadomie podczas jego nieudanej próby skradania się. Miało to zdaniem Szept walor edukacyjny. Bożywoj wyrzucił ją ze swojego oddziału, a ona przyłączyła się do partyzantki matrańskiej. Po kilku dniach Szept i Bożywoj spotykają się ponownie przypadkiem, wywiązuje się dialog:
-Jak tam idą wasze przygotowania do wyprawy - pyta wyjątkowo jak na siebie grzecznie Szept.
-Pełną parą. Ilu odstrzeliłaś już zwiadowców armii matrańskiej - pyta znacznie mniej uprzejmie Bożywoj.

3.Katarzyna została uśpiona zaklęciem, można ją obudzić jedyne bardzo brutalnie co też czyni jej brat uderzając Ją z całej siły pięścia w brzuch ,wywiązuje się typowy dialog kochającego się rodzeństwa:
-Żyjesz? - pyta Bożywoj
-Zajebać Ci? - pyta wkurzona Katarzyna
-Zamkniesz się?! - odpowiada równie uprzejmie jej brat.
-Kurwa mąć!!! -podsumowuje w krótkich słowach Katarzyna.

4.Druzyna znajduje się w delikatnie mówiąc trudnej sytuacji z powodu uwolnienia przez Szept uwięzionych przez tysiące lat starożytnych Rodian. Bożywoj chce poznać sytuację strategiczną pyta Inkwizytora ,który widział siedzibę Rodian:
-Ilu tych Rodian tam jest?
-Od zajebania.- pada niezwykle "precyzyjna" odpowiedź
-To trochę dużo - stwierdza zafrasowany dowódca


5.Komentarz posesyjny. Drużyna zginęła po niemal trzech latach wspołnego grania tymi samymi postaciami. Lemek wkurzony nagle rzuca:
-I po chuj wydawałem jebane 40 zł na płaszcz do Monastyru?!
Jankoś
Statysta po przejściach
 
Posty: 18
Dołączył(a): wtorek, 6 kwietnia 2010, 15:32

Re: nasz ogród botaniczny :)

Postprzez Ania » czwartek, 8 kwietnia 2010, 11:24

System Monastyr

Jankoś – MG
Kraszan – Ksiądz z Dorii
Nemron – Żołnierz z Bardanii
Verka – Oficer z Nordii
Lemek – Egzorcysta z Santii
Ania – Baronowa z Matry


Pierwsza sesja nowymi postaciami, poprzedzona epilogiem, który epilogiem nie był i za który chyba nie tylko ja miałam ochotę zrobić Jankosiowi krzywdę :P

Każdy z członków drużyny, pod różnymi pretekstami, dotarł do domostwa pewnego szlachcica Karyjskiego. Tam, przy kolacji, zawiązała się pomiędzy graczami dość ciekawa dyskusja.

Pierwsze skojarzenia Bardańczyka o innych członkach:
- Taaak, dwie osoby do odstrzału, ona do zaspokojenia, a on pierdoli coś od rzeczy.
(po kolei o: Doryjczyku, Nordyjce, Matrance i Santyjczyku)

Nordyjka chce jakoś mądrze kontynuować rozmowę:
- Bóg daje nam krewnych...
- Tak, opowiedz tą wioskową przypowieść nordyjską – nie dał jej nawet zacząć Doryjczyk.

Odpowiedź Doryjczyka na tekst (chyba) egzorcysty:
- Cokolwiek chciałeś powiedzieć, zaprawdę powiem ci – nie rozumiem

Bardańczyk o swoich krewniakach:
- Jako wzorowi Karianie mają tylko jednego wroga przed sobą...
- Obawiam się, że w tej drużynie na pewno – Ksiądz, znacząco patrząć się na Nordyjkę.

Doryjczyk opowiada o swoim pobycie w klasztorze:
- Jedyną rozrywką ich jest spadający śnieg bądź...
- Własna rączka? – przerywa mu Bardańczyk- Drogi przyjacielu z gór, nie używamy rączek, używamy ust....

- Idę do kapliczki wymodlić alkohol – deklaracja Egzorcysty pod koniec kolacji.

Ostatni toast Doryjczyka:
- Za wolną Bardanię! Bardzo wolną od Bardańczyków!!
Avatar użytkownika
Ania
Zjadł talerz
 
Posty: 184
Dołączył(a): wtorek, 6 kwietnia 2010, 17:13
Lokalizacja: Łódź/Katowice

Re: nasz ogród botaniczny :)

Postprzez Ania » sobota, 29 grudnia 2012, 21:08

System L5K

Bybus – MG
Jankoś – shugenja klanu Smoka
Lemek – bushi klanu Kraba
Ania – bushi klanu Żurawia
Nemron – shugenja klanu Feniksa
Pigmej – bushi klanu Smoka, ochrona shugenja;


MG pozwolił nam stworzyć postaci trzeciorangowe – którymi mało kto z nas wcześniej grał. Samo stworzenie postaci zatem trochę trwało, wiadomo, odpowiednie rozdzielenie umięjętności, punktów itp...W końcu udało nam się optymalnie, w naszych oczach, rozłożyć siły....
Przed rozpoczęciem gry - opis swoich postaci. Każdy sili się na opis wyjątkowy, dokładny – dawno nie graliśmy, więc się staramy. Z tego nurtu wyłamuje się Lemek, który po pierwszym zdaniu na temat swej postaci stwierdza:
- No, kurwa, krab ja pierdolę
I wszyscy wiedzieli o co chodzi

Krab z Żurawicą ( ), o dziwo, nie bardzo przypadli sobie do gustu. Pikanterii całej sytuacji dodawał fakt, iż szanowna bushi klanu Żurawia dwa razy pokonała Kraba (odbiła kataną strzałę, co wcześniej nie udało się Krabowi).
Podczas gdy reszta drużyny poszła szukać śladów, Żuraw z Krabem zaczęli grać w go. Szczęście tym razem było po stronie mądrzejszej, mówiąc krótko – Krab przegrał.
Po powrocie reszty nastąpiła narada, podczas której bushi klanu Kraba nie zgodził się ze zdaniem Żurawicy na temat dalszych poczynań. Jako że był to Krab dworski, swoją wypowiedź chciał zacząć od komplementu:
- Jesteś, pani, niezrównoważonym graczem w go....

Poprzednia sytuacja doprowadziła do paru scysji, niechybnie nastąpiłaby śmierć na miejscu któregoś z bushi, gdyby nie uprzejma prośba shugenja klanu Feniksa, aby pozabijali się później.
Parę godzin minęło, udało nam się rozwiązać zagadkę (brawo dla MG za pomysłowość ), więc nie pozostało już nic innego jak tylko honorowy pojedynek Kraba z Żurawicą...
Niestety, tym razem kości bardziej pokochały Lemka, który pokonał bushi Żurawia.
I tutaj popełniłam ostatni już kwiatek tej sesji, stwierdzając, po dogłębnej analizie własnej karty postaci:
- A więc po to jest ta wytrzymałość...
Avatar użytkownika
Ania
Zjadł talerz
 
Posty: 184
Dołączył(a): wtorek, 6 kwietnia 2010, 17:13
Lokalizacja: Łódź/Katowice

Re: nasz ogród botaniczny :)

Postprzez Ania » sobota, 29 grudnia 2012, 21:10

System Monastyr

Jankoś - MG
K8 - Frater Hugo – K8
Ania - Małgorzata, agaryjka
Lemek - Karyjczyk
Pery - Gniewosz ,agaryjczyk


Mimo usilnych próśb Jankoś nie poprowadził nam dalszych przygód naszych monastyrowych wyjadaczy (których historie można znaleźć w tym wątku dość często) – w zamian zaproponował nam coś innego. Mianowicie pozwolił nam grać swoimi dziećmi. A żeby nie było za łatwo, ja grałam córką Szept i Bożywoja, Lemek – dzieckiem (adoptowanym ) Inkwizytora, Nemron – dzieckiem Katarzyny z nie wiadomo kim ;D.
Samo wymyślanie charakteru tych postaci nie było zadaniem prostym, ciężko było wykombinować jakie to prawdy życiowe mogli tacy rodzice przekazać młodym, chłonnym wiedzy umysłom....
Na szczęście do drużyny dołączył stary znajomy naszych rodziców, równie znana postać, mianowicie Frater Hugo. I bardzo dobrze, bo gdyby nie on, nie przeżylibyśmy chyba jednego dnia...

Pomysł na przygodę MG miał prosty, nasi rodzice znikają z dnia na dzień, zostawiając list:
„ Nie próbujcie nas znaleźć”.
Nie minęło 5 minut od przekazania nam wiadomości przez Fratra, a już siedzieliśmy w siodle – no bo czegóż innego można było się spodziewać po dzieciach Szept, Bożywoja, Inkiego i Katarzyny?
Więc jedziemy. Jakimś cudem przeżyliśmy spotkanie z elfem, z Inkwizycją (chyba papieską?), choć bardzo się staraliśmy, aby było inaczej... Niestety, wszystko psuł Frater, który zawsze łagodził sytuację.
No dobrze, jakieś wskazówki gdzie nasi rodziciele są mamy. A więc jedziemy dalej. A raczej idziemy, bo na bagnisto – dżunglowym terenie konie nie bardzo dają sobie radę.
Gdzie nas trop prowadzi? Do Valdoru? Hmmm, a jest jakieś przejście, żeby nas wojsko przygraniczne nie zgarnęło? Jest. I miejscowi je nam pokażą za parę pierścieni? No, to do przodu!
Bez nawet choćby chwili przemyślenia dotarliśmy do Grzmiącej Rzeki. Zmęczeni, pogryzieni przez komary i inne owady; całe szczęście, że Frater jest ranny i nieprzytomny, więc nie marudzi o naszej głupocie nieustająco... No, ale w końcu musiało mu się poprawić...
Odpoczywamy przed dalszą drogą nad brzegiem, zastanawiając się jak przepłynąć rzekę (grzmiącą nie tylko z nazwy), skoro żadne z nas pływać nie potrafi... W końcu wykombinowaliśmy manewr z liną przerzuconą na drugą stronę, kolejny pierścień umożliwił nam zrealizowanie tego pomysłu (ach, ci miejscowi to o nas chyba legendy będą opowiadać ), gdy w końcu oprzytomniał Frater. I począł nam tłumaczyć, dlaczego przejście do Valdoru w tym miejscu, pośrodku niczego, bez środków, prowiantu, mając gromadę orków w zasięgu wzroku nie jest dobrym pomysłem. Uparci jesteśmy. Przecież orkowie przeszli tamtędy godzinę temu, prowiant jakiś po drodze się załatwi, a że jesteśmy pośrodku niczego, to tym lepiej dla nas, w końcu – skoro nic tu nie ma, to nikt nas tu szukać nie będzie. Ale on też uparty... Jakoś namówił Małgorzatę i Gniewosza – o dziwo stawia się wychowanek Inkiego. I nawet podjął się przeprawy przez rzekę – z powodzeniem.
Fratrowi w tym momencie skończyły się chyba logiczne argumenty, bo K8 oświadczył:
- Teraz będę do niego krzyczał jak mama przez okno: W tym momencie wracaj!
Wrócił.
Nie znaczyło to, że całkowicie porzuciliśmy nasz wspaniały pomysł podbicia Valdoru, dalej uparcie kłócimy się z Fratrem, na co ten ostatni stwierdził:
- Czasami jest lepszy plan, gorszy plan, ale tutaj nie ma absolutnie nic!
- To jest doskonały plan, bo Valdor się tego nie spodziewa – z Zaplikowską logiką oświadczył Gniewosz.
Mimo wszystko Frater wygrał, idziemy w stronę posterunku agaryjskiego. Postanowił nawet pochwalić się swoim zwycięstwem ze światem, pisząc książkę pt. „Sto i jeden pomysłów Fratra Hugo jak utrzymać dzieci bandy popaprańców przy życiu”. Spodziewamy się bestselleru.

Pomysł dotarcia do posterunku agaryjskiego nie do końca nam wyszedł – po drodze spotkaliśmy patrol karyjskich rycerzy. Po krótkich negocjacjach zaprowadzili nas do swojego posterunku. Po kolejnych krótkich negocjacjach zapewnili nam nawet ciepłe, miłe schronienie w celi ichniejszego więzienia. Oczywiście, nikt nie chciał wziąć na siebie zaszczytu bycia odpowiedzialnym za zaistniałą sytuację, więc pobyt w celi umilaliśmy sobie wzajemnymi oskarżeniami. Przodowali w tym Nemron z Lemkiem. W końcu Małgorzata miała dość, więc zaproponowała im inną formę potwierdzenia swojej męskości:
- Jedyny, obraźcie się na siebie, wypnijcie dupy i sprawdźcie, który ma bielszą!
- Ja, droga Małgorzato, ale nie będę się wypinał. - ze stoickim spokojem uciął dyskusję Frater.
Avatar użytkownika
Ania
Zjadł talerz
 
Posty: 184
Dołączył(a): wtorek, 6 kwietnia 2010, 17:13
Lokalizacja: Łódź/Katowice

Re: nasz ogród botaniczny :)

Postprzez Ania » poniedziałek, 5 sierpnia 2013, 19:02

System 7th sea 18.07.2013

Lemek - MG (który, jak zwykle bardzo nie chciał prowadzić 7th sea, i któremu jak zwykle poszło to super :) )
Ania - Pani Kapitan, Elizabeth Hunningham
Gary - Bosman, Borys Niedźwiedź Michaiłow
Jankoś - Działomistrz, Steven McCallister



Nadmienić należy, że pani kapitan nominację kapitańską dostała z powodu ojca – admirała, a sama ma 21 lat zaledwie i całą wiedzę o tym jak kierować okrętem czerpała do tej pory z książek. Za to pozostała dwójka to stare wygi morskie, co to niejedną syrenę już chędożyli, a przydział na ten statek dostali z powodu ostatnich, dość poważnych „błędów w sztuce”.
Pani Hunningham o nominacji dowiedziała się podczas hasania w ogrodzie, gdzie dzielnie pokonywała i skazywała na śmierć kolejne... kury.
Już miała kolejną skazać na los kolacji, gdy zauważyła lokaja.
Z pełną godnością rzecze więc do kury:
Czekaj tu na mnie, zaraz wrócę i dokończę egzekucję...

Od tego momentu kury towarzyszyły nam do końca sesji :)

Okazało się, że tatuś bardzo kocha swoją córeczkę, albowiem naszym statkiem okazał się statek eksperymentalny, jedyny na świecie liniowiec na 600 ludzi załogi....
Po jakimś czasie od wypłynięcia, aby podnieść morale licznej załogi, pani Kapitan postanowiła zorganizować triatlon okrętowy, w którym do wygrania byłby puchar im. Kapitan Hunningham. Konkurencje, które wymyśliła:
konkurs piosenki żeglarskiej, konkurs wspinania się po linie oraz konkurs... łapania kury po pokładzie....
Pan Bosman niestety nie miał na tyle jaj, aby to zorganizować i zdołał jakoś przekonać kapitan o porzuceniu ostatniego pomysłu.
Jednak, po kolejnym numerze odwalonym przez marynarzy, stwierdził, że to co pani kapitan uznała za pomysł na konkurs, jest doskonałym pomysłem na ukaranie załogi, i sam wypuścił wszystkie kury każąc je marynarzom łapać.
Następnego dnia pani kapitan dostaje raport:
Załoga ma koszmary w związku z kurami.

Na pełnym morzu będąc, dostrzegliśmy statek handlowy należący do Castilii, z którą aktualnie jesteśmy w stanie wojny. Pani Kapitan postanowiła więc wykazać się i kazała statek zatopić, a dobra ukraść.
Bitwa trwa, pokazują się dwie fregaty, które najwyraźniej były obstawą handlówki.
Walczymy więc z trzema statkami, dodatkowo okazało się, że część beczek nie zawiera prochu, a saletrę, więc bitwa wygląda coraz gorzej dla nas. Zdesperowany Bosman rozkazuje:
przygotować kury do desantu!

Bitwę w końcu wygraliśmy, aczkolwiek wrogie fregaty zdołały zniszczyć nasze koło sterowe.
Rezolutna pani kapitan przywołuje więc okrętowego cieślę i rozkazuje mu:
Zbuduj mi koło sterowe!

Plądrując handlowy, załoga dowiedziała się o „złotej flocie”, która będzie przepływać w tym miejscu wracając z Nowego Świata za paręnaście dni.
Pani kapitan zwołuje więc zebranie na szczycie, gdzie ogłasza swój genialny plan:
Naprawiamy statek handlowy, oddając im nasze żagle, a z jedwabiu, który znajdował się na handlowym, szyjemy nowe żagle dla nas (czyniąc nasz statek chyba najdroższym statkiem świata) .......
Na co odzywa się Ochmistrz, głośno mówiąc to co wszyscy obecni myślą:
Z całym szacunkiem pani Kapitan, ale pani chyba zwariowała!
Panie Ochmistrzu, czy ma Pan dzieci? – całkowicie poważnie odpowiada na zarzut Kapitan.

W końcu pani Kapitan zdołała przekonać resztę do swojego pomysłu zaatakowania w dwa statki ( w tym jeden handlowy) całej floty. Jedyny komentarz, na jaki było stać Bosmana:
Jak to mówią u nas w Usurii, kurka wodna. - sprawiając, że temat kur znów został temat nr 1 sesji...
Avatar użytkownika
Ania
Zjadł talerz
 
Posty: 184
Dołączył(a): wtorek, 6 kwietnia 2010, 17:13
Lokalizacja: Łódź/Katowice

Re: nasz ogród botaniczny :)

Postprzez Diyala » środa, 9 października 2013, 21:17

System 7th sea

Pery - MG
Alutka - Montaigne
Kanem - Vodacce
Lemek - Avalon
??? - ???


Z góry przepraszam za pewne braki, wynikające z braków w zapiskach i braku doświadczenia w RPG. Dlatego proszę o wyrozumiałość. Ewentualnie, jeśli ktoś ma możliwość - edycję i uzupełnienie.

Lemek: "Podchodzę od tyłu i sz-sz-sz..."
Ala: "Rozpinasz mi gorset?"
Lemek: "Nie! Rozcinam więzy!"

Ala: "Monsieur! Cycek mi wyskoczył!"

"Słychać tupot białych Marines"

?: "Jesteś Avalonką?"
Ala: "Pierrrrdol się!" (z charakterystycznym francuskim "R")

Ala: "Znam to słowo! Przez rok czytałam książki!"
Avatar użytkownika
Diyala
Protegowany Zvisek
 
Posty: 38
Dołączył(a): wtorek, 1 października 2013, 10:34

Re: nasz ogród botaniczny :)

Postprzez Nemron » czwartek, 10 października 2013, 20:45

System Warhammer 2.0

Kanem - MG
Roxi - Wybrańczyni Khorna Żołnierz
Pigmej - Wybranieć Nurgla Cyrulik
Lemek - Wybraniec Slanesha Jebaka...e....Szlachcic
Pery - Wybraniec Tzeentcha Mag Cienia


Od samego początku Mag Cienia, który uważał że jest najlepszy ( i okazało się że miał rację) wszedł w drobny konflikt z mrocznym magiem, poprzednim wybrańcem choasu. Po kilku rzuconych na siebie czarach mag cienia się odzywa
-Pamiętaj...nie jestem twoim sługą
W odpowiedzi usłyszał
-To dlaczego klęczysz? (i wtedy zorientował się że rzeczywiście tak jest, gdyż jest pod wpływem złych mocy)

Lemek chciał szybko i ładnie nazwać swojego szlacheckiego konia i dał mu imię....
Roksana

Wystarczyło że tylko raz do swego pachołka użył słowa:
"Pobieżaj"
aby weszło ono w kanon Łódzkiej Szkoły Grania (ŁSG)

Pigmej jako mało doświadczony gracz w Warhammera odezwał się w takie słowa
O Jezusiczku
(po zwróceniu uwagi się poprawił)
O Jezu Sigmarze
(po ponownym zwróceniu uwagi)
O sigmarze

Groźby Wybranki Boga Krwi
Jak mi się skończy cierpliwość, to tobie się skończą zęby!

Kolejna groźba, tym razem skierowana do wiecznie napalonego, dewianta w służbie Boga rozkoszy:
Bo jak ci rękawicom strzele na odlew, to już nigdy nie pociumkasz.

Pan szlachcic chcąc zyskać dobrą opinię, dzięki której zdobędzie u plebsu pomoc, ozwał się do jego przedstawiciela w te słowa:
Tyś człek inteligentny, rozum ci z twarzy bije

Cyrulik postanowił przebrać się za akolitę Ulryka, a jako że on mało religijny stwierdził w pewnej rozmowie tak:
Przecież jestem akolitą Ulryka, mi nie wypada pić alkoholu

Rozmowa cyrulika z cyrulikiem
Pigmej - Jak ruch w interesie?
MG - Ano duży, duży
Pigmej - Znaczy, twoi też schodzą?

Kolejna ciekawostka z ich rozmowy
Pigmej - Jak zmarł twój ojciec?
MG - Był moim pierwszym pacjentem.

Pigmej do kurwy, która przyszła do niego aby ją wyleczył z jakiegoś paskudztwa - Ja ci wypiszę L4

W trakcie wykonywania magicznego rytuału, podczas którego mag cienia miał naładować magiczną mocą pewne bradzo przydatne pierścienie. Aby przyśpieszyć rytuał oraz dodać mocy pierścieniom Khornitka postanowiła przeleć trochę krwi przy słowach "Krew dla Boga krwi" i skropliła nią dłoń maga, która dzierżyła wszystkie pierścienie. Widząc takie zachowanie sodomiczny wyznawca Slanesha zdjął portki po czym szybko i bez oporów upuszczając spermę na pierścienie (nadal były w dłoni maga) stwierdził "Sperma dla Slanesha".

Tekst do przepełnionej żadzą krwi wyznawczyni...
Poczekaj, do wieczora wytrzymasz. Może niedługo okresu dostaniesz, to też Khorna ucieszy.

Podczas sceny ze sławetną katarynką Lemek stwierdził:
"Ona dochodzi, ja dochodzę, on schodzi"
Dla przypomnienia był to akt seksualny z małolatą i jej bratem, w trakcie wkręcania jelit tego ostatniego w katarynkę.

Podczas próby wywołania zamieszek w Middenhein pojawiły się słuchy że:
Graf to ukryta opcja elficka.

Pigmej po opisie zniszczenia swojego arcywroga był pewien że nie żyje. Na pytanie MG co robisz?...odpowiedział....To ja jeszcze żyje?

Modlitwa do Khorna podczas starcia Khornitki z innym wybrańcem:
O Khornie pobłogosław mi, albowiem on niegodzien cię reprezentować, nie jest tak czerwony jak ja!
Nemron
Zjadł talerz
 
Posty: 173
Dołączył(a): sobota, 26 października 2013, 23:50

Re: nasz ogród botaniczny :)

Postprzez Kanem » poniedziałek, 4 listopada 2013, 16:18

System Warhammer 2.0

Pery - MG
Pigmej -Wspaniały najemnik
Magda - Cudowna Halabardzistka
Roxi - Kolekcjoner dzieł wszelakich
Alutek - Uzdrowiciel dusz w imieniu Sigmara
Kanem - Arcymag (we własnym przekonaniu)

*Podczas penetracji kurhanu poświęconego Khronowi nasz wspaniały najemnik nieopatrznie wstawił swoje tyły wprost na cięcie szkieleta. Efekt?
Zupełnie nowa ksywka - bułeczka*

*Po dotarciu do strażnicy wspaniały arcymag święcie przekonany iż dostaniemy wóz, popisał się swoją elfią elokwencją
- To co paku paku i wozu wozu*

*Podczas burzliwej rozmowy, narady wręcz, przed rozmową z Arcykanonikem Sigmara z ust Halabardzistki padło Pytanie: Jak się mówi do Arcykanonika.
Szybka lecz poważna odpowiedź grupy -Arcykanoniku.

*Po uratowaniu miasta Middenheim, Arcymag w celu zdobycia jakiego miecza godnego jego pozycji, udał się do lokalnj gildi magów aby ów sprzęt pozyskać, wywiązał się rozmowa.

MG: I co, mamy dać nasz asortymet osobie z poza Gidli.
AM: Dać to takie brzydkie słowo, Podarowac brzmi o wiele lepiej
MG: Na jakiej podstawie mielibyśmy wam ten miecz podarować, w ramach czego?
AM: Wasza gildia stoi nie naruszona?
MG: Oczywiście
AM: Nie ma za co.

Jak przypomnę sobie resztę to wyedytuję
Zasada: PKJT Podstawą Klimatu Jest Trzoda
Avatar użytkownika
Kanem
Zjadł talerz
 
Posty: 180
Dołączył(a): poniedziałek, 17 grudnia 2012, 17:15
Lokalizacja: Łódź/Nottingham

Następna strona

kuchnie śląsk

Powrót do Kfiatki

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron